Inwazja mameluków

 

Postanowiłem wypełnić ankietę „metropolitalną” i… ulało mi się (podkreślam ULAŁO a nie udało). Zacznę jednak od początku.
Wokół tematu Wielkiej Warszawy szum zrobił się niemały. Nie ma się czemu dziwić skoro tak ważna dla kilkumilionowej społeczności regulacja wpychana jest tylnymi drzwiami. Nie będę tutaj rozpatrywał motywów politycznych czy apolitycznych. Nie będę przytaczał treści projektu. Kto miał wolę, już się z projektem zapoznał i swoje wnioski wyciągnął. Nie zamierzam przekonywać do jakiegokolwiek sensu bądź bezsensu tego przepisu, bo nic na siłę. Natomiast zwrócić chciałbym uwagę na „szeroko pojęte konsultacje społeczne” pojawiające się w obliczu oporu społecznego. Sonda w postaci złożonego w dniu 30 stycznia projektu poselskiego wskazała, że na chama nie da rady wprowadzić ustawy. Okazało się, że bezpośrednio zainteresowani (tu: mieszkańcy obwarzanka i miasta stołecznego) dokonali zrywu narodowościowego pokazując jednoznacznie, że nie godzą się na taki tryb wprowadzania i formułę projektu. Oczywiście pojawiły się komentarze opcji rządzącej, że to tryb zgodny z prawem, że nic tylną furtką, itp. itd. Owszem, tryb poselski wprowadzania ustaw jest przewidziany w prawie polskim ale w moim przekonaniu ma on rację zastosowania w sprawach pilnych i nie budzących kontrowersji. Tu jest pies pogrzebany. Dla rządu naszej Mateczki Ojczyzny stworzenie wielkiej metropolii warszawskiej jest palącym problemem. Na tyle palącym, że należało w pośpiechu zebrać podpisy dwudziestu kilku posłów i skierować projekt pod obrady Najjaśniejszego Sejmu. Posłowie całkowicie przypadkowi, prosto z łapanki. Nawet Pani Poseł Joanna Borowiak z Włocławka się trafiła nad czym bardzo boleję, bo ogromną sympatią ją kiedyś darzyłem. Wszystko na legalu, lecz lud się postawił. Postawił się, bo opcja rządząca od swoich początków kupczy hasłami demokracji a tu taki niedemokratyczny ZONK. Pojawiły się obawy, że takie despotyczne zabiegi zemszczą się przy najbliższych wyborach i efekt będzie zgoła inny od zamierzonego. Na szybko w mediach pojawiły się informacje, że PiS przeprowadzi konsultacje. „Chcemy słuchać ludzi, bo to będzie służyło sukcesowi tego pomysłu” – mówi Poseł Sasin. Kalkulacje wypadły słabo więc projektodawcy musieli ostudzić nastroje społeczne. Ogłoszono SZEROKO POJĘTE KONSULTACJE SPOŁECZNE. Chcecie? To macie.
Mieszkańcy, samorządowcy, politycy… wszyscy oczekiwali obrazu owych konsultacji i długo nie trzeba było czekać. Ogłoszono spotkania w terenie, zaproszenia do Pana Wojewody, panele eksperckie, zlecono badania, itp.. Wiele szumu i narzędzi ale co z tego? Na spotkaniach ludzi się nie słucha, a do ekspertów współpracujących z rządem mam mocno ograniczone zaufanie (vide: Macierewicz & Co.). Z całym szacunkiem dla Pana Wojewody, uczestnicząc w spotkaniu Kościuchowym odniosłem wrażenie, że jestem na wiecu przedwyborczym Donalda Trumpa. Mieszkańców, choć było ich kilku, nikt tam nie słuchał. Nie spodziewałem się zresztą niczego innego. Z jednej strony słyszymy Sasinowe „chcemy słuchać ludzi” a z drugiej Pan Wojewoda wstrzymuje referenda w Podkowie i Warszawie. Jak to w końcu z tym słuchaniem ludzi jest?
Czarę goryczy przelał u mnie powołany do życia serwis internetowy „Konsultacje. Metropolia Warszawska”. Sądziłem, że będzie to jasne i przejrzyste internetowe referendum; tanie, rzetelne i wiarygodne. Teraz wiem, że ta sonda internetowa będzie okrzyknięta głosem ludu pomimo, że już dziś znany jest jej wynik. Pomijając szumne hasła na stronie tytułowej o jedynie słusznej drodze, pytania są zwyczajnie tendencyjne i nie dające możliwości racjonalnego odniesienia się do problemu. Co może odpowiedzieć normalnie myślący człowiek na pytanie „Ustawa zagwarantuje większe wpływy do budżetu. Czy większy budżet przyniesie korzyści mieszkańcom?”, „Ustawa ograniczy biurokrację. Czy popierasz ograniczenie biurokracji?”, „Ustawa wyrówna poziom życia. Czy wyrównanie poziomu życia mieszkańców jest właściwe?”? Jak wynika z tego serwisu ustawa jest lekiem na całe zło pomimo, że z zapisów projektu nie wynika nic konkretnego. Pan Wojewoda na spotkaniu tłumaczył, że najważniejsze są intencje ustawodawcy. Ja się, Panie Wojewodo z tym nie zgadzam! Liczy się słowo pisane i jasny przekaz. „Lex Szyszko” pokazał nam do czego sprowadzają się intencje (i co ciekawe nikomu się nie spieszy, by to wyprostować). Sama ankieta również stawia szereg znaków zapytań. Nie ma przy niej żadnej weryfikacji głosujących. Może zagłosować nawet mały Chińczyk z Mozambiku. Co więcej, jeśli Chińczyk skomunikuje się ze swoimi krajanami to ankiet może pojawić się 1,5 miliarda. Nie ma ograniczeń w ilości składanych ankiet. Jeśli uda namówić się chińskich ziomali do dwukrotnego wypełnienia ankiety to już mamy ich 3 miliardy. Ile Chińczyk w Mozambiku ma wspólnego z Warszawą? Myślę, że niewiele, choć może mieć nadzieję, że kiedyś Mozambik też stanie się częścią Warszawy. Nikt nie wie dokąd trafiają wyniki i czy w ogóle ktoś je analizuje. Mając powyższe na względzie sądzę, że SZEROKIE KONSULTACJE SPOŁECZNE nie będą miały wpływu na oczywiste oczywistości ale argument społeczności krzyczącej: NIC O NAS BEZ NAS!…zostanie obalony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *